Swipe to the left

Gra o Tron - książki lepsze niż serial

Gra o Tron - książki lepsze niż serial
29 kwietnia 2019

Gra o Tron - książki lepsze niż serial

Każdy sezon serialu “Gra o Tron” jest wyjątkowo niecierpliwie wyczekiwany. Dotychczas doczekaliśmy się aż ośmiu sezonów, a fani na całym świecie nieustająco czekają na kolejne. Warto podkreślić, że nawet wtedy, gdy mamy za sobą wszystkie odcinki kultowej produkcji, warto sięgnąć po książki, na podstawie której powstawały sezony. Bez wątpienia są to lepiej opowiedziane historie niż te ze szklanego ekranu.

Pierwszy sezon powstał na podstawie tytułowej powieści “Gra o Tron”, czyli pierwszego tomu sagi “Pieśń lodu i ognia” George’a R.R. Martina. Drugi sezon oparty jest na motywach powieści “Starcie królów” tego samego autora. Jest to drugi tom siedmioczęściowej sagi fantasy. Trzeci i czwarty tom to inspiracja trzecim tomem o tytule “Nawałnica mieczy”. Książki “Uczta dla wron” i “Taniec ze smokami”, czyli czwarta oraz piąta część cyklu posłużyły jako inspiracja do piątego sezonu serialu. Oczywiste jest to, że bez wybitnej prozy George’a R.R. Martina sam serial by nie istniał. Pisarz stworzył wspaniałą wizję, wykreował doskonałe postaci oraz bezkompromisowo poprowadził fabułę. Powieści Martina bronią się same.


Gra o Tron - serial czy książki?

Mimo tego, iż powieści są z najwyższej półki, nie można pominąć faktu, że ekranizacja jest doskonała. Na uwagę zasługuje przede wszystkim rozmach, z jakim stworzone zostały rozmaite krainy, np. Westeros, efektowne, wyjątkowe sceny, scenografia, dialogi, zwroty akcji. Minusem ekranizacji jest jednak to, że wiele wątków jest mniej rozwiniętych niż w książkach. To dlatego każdy fan “Gry o Tron” bezwzględnie powinien sięgnąć po powieści, by uzupełnić serialową wiedzę.

Ograniczony czas trwania odcinków sprawia, że z fabuły zniknęło wiele ciekawych wątków. Brakuje chociażby wielu informacji o historii Westeros i Essos, które bez wątpienia są niezwykle fascynujące. Do wersji DVD są dołączane animacje, które nieco bardziej przybliżają temat, jednak nadal nie jest to to samo. W serialu nie ma także miejsca na większą część dialogów. Każdy, kto czytał książki, wie, że u Martina są one bardzo rozbudowane. Warto porównać sobie je z tymi, które słyszymy w poszczególnych odcinkach - czasami krótsze wersje brzmią dosadniej.

Autor “Pieśni Lodu i Ognia” wprowadza do swoich powieści wiele rozmyślań. Lubi się w nie zagłębiać. Tego także brakuje w serialu. Powieści budują ogromny, zróżnicowany, a zarazem bardzo fascynujący świat Westeros i Essos. Widzowie niekoniecznie mają szansę tak naprawdę poznać Essos. Wcale nie była to pustynna kraina egzotyczna z kupcami i dzikusami, lecz tajemniczy kontynent, który poznamy dopiero wtedy, gdy przeczytamy powieści.

Historie wielu pobocznych postaci jak Edric Dayne, Jenny, którą w serialu zastępuje Sansa, zostają usunięte. Widzowie nie mają okazji poznać bliżej Lady Stoneheart, Arianne Martell, starego i młodego Gryfa, a także wielu innych. Cała historia rodów oraz państw Westeros, którą ukazuje saga “Pieśni Lodu i Ognia”, jest także ukazana w serialu. Mamy rozbudowane tło historyczne dla poszczególnych wydarzeń. Ogromne wrażenie robią także same smoki, które są obecne zarówno przy Daenerys, jak i w świadomości bohaterów.

Porównując sceny z książek z ich serialowymi odpowiednikami, jak np. zdobycie przez Daenerys Nieskalani oraz podbicie Astaporu, można zauważyć, że w powieści mają one zdecydowanie lepsze tempo i dramaturgię. Istnieje w lekturach mnóstwo momentów, np. atak Drogona na sprzedawcę niewolników, które wywierają większe wrażenie. Nie są przerysowane. Martin jest prawdziwym geniuszem prozy i doskonale potrafi dopasować tempo historii.

W serialu mamy też wiele przyciętych dialogów. Choć oczywiście wszelkie kwestie, które widzimy na ekranie, także pojawiają się w książkach, jednak są one okrojone ze słów. Plusem są jednak dobrze dobrani bohaterowie. Znakomicie wpisują się w opisy postaci z książek. Są ciekawi, charakterystyczni. Nie brakuje jednak wyjątków. W Internecie można znaleźć wiele opinii na temat tego, że postać Daenerys jest znacznie lepiej wykreowana w książce niż w serialu. Podobne opinie przeczytamy w przypadku Tormunda czy Thorosa. Warto jednak wspomnieć chociażby o roli Oshy - dzikiej więzionej w Winterfell. Tak świetnie wypadła w serialu, że George R.R. Martin postanowił rozbudować wątek jej książkowego odpowiednika.

Choć serial “Gra o Tron” ogląda się naprawdę dobrze, a w wielu przypadkach rozbieżności między serialem a książkami wprowadzone przez Benioffa i Weissa wyglądają dobrze, warto bez wątpienia sięgnać także po książki. Każdy z nas będzie mógł ocenić, które wątki wypadają lepiej w serialu, a które w powieściach. Bez wątpienia znajdą się sceny, które zostały lepiej zekranizowane ze względu na swoją dynamikę, charakter postaci, przycięte dialogi. Ale także zobaczymy, ile wątków w serialu zostało pominiętych. Jeśli jesteśmy fanami “Gry o Tron” książka to pozycja obowiązkowa. Można przeczytać powieści w oczekiwaniu na kolejny sezon, by usystematyzować i uzupełnić wiedzę o fascynujących krainach.

Choć nie da się ukryć, że sam serial to jedna z najbardziej kultowych produkcji, nie oznacza to, że mamy odrzucić książki, a serial stuprocentowo zastąpi nam to, czego nie przeczytaliśmy. Jeśli zaintrygował nas Westeros, w powieściach Martina odnajdziemy znacznie więcej treści niż w produkcji. Autor prowadzi jednak narrację zupełnie inaczej niż Benioff i Weiss w wersji telewizyjnej. W serialu postawiono na efekty, dynamikę, krótsze dialogi. „Pieśń Lodu i Ognia” to nieco inne spojrzenie, jednak być może spodoba się nam jeszcze bardziej niż sam serial.

Każdemu, komu podoba się serial “Gra o Tron” i wystarcza mu to, co widzi na ekranie - w porządku. Jednak każdy, kto czuje niedosyt i chciałby więcej Westeros, powinien sięgnąć po książki. Są doskonale napisane, idealnie budują napięcie, przedstawiają bogactwo uniwersum. G. R. R. Martin nie bez powodu został okrzyknięty geniuszem fantasy. Jego książki będą odpowiednie dla każdego. Warto zainteresować się także samą sagą, która bez wątpienia jest fascynująca.