Swipe to the left

​​Pink Punk - Agnieszka Chylińska - recenzja

​​Pink Punk - Agnieszka Chylińska - recenzja
19 listopada 2018

Pink Punk - Agnieszka Chylińska - recenzja


Wydaje się, że okładkowa Chylińska z zielonymi włosami, kremową różą w ustach, wyrazistym napisem “Pink Punk” niemal w niczym nie przypomina Agnieszki Chylińskiej z poprzedniej płyty “Forever Child” - skuloną, bezbronną. Artystka jawi się jako barwna, nieco szalona, z iskierką widoczną w oku. Jak zapowiada tytuł albumu - znalazły się na nim brzmienia punkrockowe, ale nie zabrakło także garstki zaskoczenia. “Pink Punk” to zupełnie nowy rozdział, opowieść kobiety, która nie chce tworzyć przewidywalnych scenariuszy. Sama Chylińska przygotowywała stopniowo fanów na nadejście nowego - zmiana fryzury, zdradzenie tytułu albumu, dzielenie się tytułami piosenek, które brzmiały zwariowanie. Ale właśnie w tym szaleństwie jest metoda Agnieszki Chylińskiej.


Album “Pink Punk” swoją premierę miał 26 października. Tego samego dnia ukazał się singiel promujący płytę, czyli “Mam zły dzień”. Choć pesymizm faktycznie słychać w tekście utworu, w muzyce i wokalu jest już on niezauważalny - to kolorowy krzyk artystki. Tylko Chylińska w tak charyzmatyczny sposób mogła wykrzyczeć samą siebie. Inspirację typowo punkowym graniem można także usłyszeć w utworze “Haj i sztos”. Agnieszka pokazuje również moc swojego wokalu w piosence “Szok”. Wykrzyczanych numerów jest znacznie więcej - idealnymi przykładami są “Śmie(r)ć”, “Tapeta”, “Nerv”. Na najnowszej płycie Agnieszki Chylińskiej nie zabrakło również ballad, ukazujących łagodniejsze oblicze artystki.