Nic do stracenia. Początek

(okładka miękka)
Nic do stracenia. Początek (okładka miękka, książki)
70/100
Liczba stron: 464
Data premiery: 12-04-2017
Wydawca: Harper Collins

Dostępność: Dostępny | Wysyłamy w 24 godziny

Normalna cena:
39,99 zł
Special Price 30,99 zł
- +
LUB

Opis

W dniu szesnastych urodzin Anna Spencer, córka senatora, bawi się w klubie ze swoim chłopakiem Jackiem. Ten wyjątkowy wieczór szybko zamienia się w koszmar, a nazwisko Cartera Thomasa, handlarza broni i narkotyków, na zawsze zaważy na jej życiu. Po kilku latach Anna przyczynia się do jego skazania, ale Carter nadal wysyła listy z pogróżkami. Ochroną Anny musi zająć się przystojny komandos Ashton Taylor. Aby nie wzbudzać podejrzeń, ma udawać chłopaka Anny. Początkowo Anna i Ashton perfekcyjnie odgrywają role zakochanych, ale stopniowo udawanie przestaje być grą. Odkrywają urok prawdziwego uczucia. Być może Ashtonowi uda się sprawić, by Anna pokonała dręczące ją koszmary i pogrzebała przeszłość. Może jego miłość sprawi, że ona wreszcie komuś zaufa? W końcu nie ma nic do stracenia.


Powyższy opis pochodzi od wydawcy.

Dodatkowe informacje

Autor Moseley Kirsty
Nazwa Nic do stracenia. Początek
Liczba stron 464
Data premiery 12-04-2017
Wydawca Harper Collins
Oprawa miękka
EAN 9788327624697
Numer wydania I
Język wydania polski
Język oryginału angielski
Rok wydania 2017
Forma książka

Opinie

Recenzje klientów - Ocen: 4

Kirsty już od pierwszej książki została moją ulubienicą. Jej powieści przeznaczone dla młodych dorosłych skradły me serce na prawdę szybko. I choć pewne elementy się w nich wszystkich powielają to ciężko mi nie sięgnąć po kolejną wydaną przez nią pozycję. Dlaczego? Zobaczcie sami.

Anabelle właśnie obchodzi szesnaste urodziny. Wraz z chłopakiem z tej okazji wybierają się do klubu. Jako, że są nastolatkami wchodzą tam dzięki okazaniu fałszywych dowodów. Wieczór, który miał być wspaniały i niezapomniany pozostał tylko niezapomniany. Niestety nie w dobrym tego słowa znaczeniu. Ta noc kończy się dość wcześnie i tragicznie. Zarówno dla Jacka, który ginie z rąk handlarza narkotyków i jego kumpli jak i samej Anny, która zostaje uprowadzona, a kilka lat jej życia zostaje zamienione w koszmar. Dziewczyna odzyskała wolność tylko przez przypadek, Cartera aresztowała policja, a dzięki jej zeznaniom również skazany. Mija dokładnie trzy lata od porwania. Wydawało by się, że wszystko powinno wracać do normalności. I choć przed dziewczyną nadal długa droga by zacząć prowadzić w miarę normalne życie to okazuje się, że nie jest jej to pisane. Ojciec nastolatki kandyduje na prezydenta, a w tym samym czasie do rodziny Anabelle, a dokładniej do niej samej zaczynają przychodzić dwa rodzaje listów. Jedne miłosne, drugie z pogróżkami - oba pisane z więzienia. O żadnych ona nie wie. Pewna, że ochrona związana jest z wyborami staje okoniem i ochroniarze sami jeden po drugim odchodzą.
Dwudziestojednoletni Asthon właśnie ukończył naukę na uczelni. Zrobił to z wyróżnieniem i pięcioma rekordami na koncie. Teraz liczy na posadę w SWAT. Jest rozczarowany i zdezorientowany, gdy jego przełożony oddelegowuje go jako ochroniarza dla Anny. Jednak wszystko bardzo szybko się zmienia. Gdy tylko ma okazję poznać, a raczej zobaczyć dziewiętnastoletnią aktualnie Anabelle. Młody mężczyzna świadom jest, że już na dzień dobry wpadł po uszy.
Żeby wykonywać swoją pracę agent Taylor musi towarzyszyć jej na studiach i spędzać z nią praktycznie dwadzieścia cztery godziny na dobę. Jak by tego było mało ma udawać chłopaka panny Spencer. Wczuwa się w to z całego serca i to nie tylko dlatego, że dziewczyna skradła jego serce. Chce zrobić wszystko by pomóc jej pozbyć się dręczących ją koszmarów, by pogrzebała przeszłość. Problemem (a może korzyścią?) jest fakt, że oboje się w sobie zakochują i udawanie pary nie stanowi dla nich większego problemu, nie jest to już tylko gra młodych ludzi na pokaz dla innych...

Czy Asthonowi uda się zdziałać cokolwiek w kwestii koszmarów Anabelle? Czy agent lub rodzice odważą się w końcu powiedzieć dziewczynie co jest powodem wzmożonej ochrony? Czy Taylor będzie kolejnym, który zrezygnuje i ucieknie od Anny?

Czytając książki Kirsty mamy okazję pojeździć rollercoasterem emocjonalnym. Jej romantyzm oraz słodycz związków wśród nastolatków tudzież młodych dorosłych zawsze równoważony jest przed traumę i dramaty, którejś z połówek. Często jej powieści przygnębiają nawet mimo szczęśliwego zakończenia. Bo ciągle przed oczami mamy to co cieniem kładzie się na któregoś z bohaterów. W przypadku "Nic do stracenia. Początek" pierwszy raz zdarzyło mi się rozdzielić bohaterów na Asthona, którego polubiłam z całego serca oraz Anabelle, której miałam po dziurki w nosie. Dlaczego skoro dziewczyna ma za sobą koszmar? Bo jest osobą, która wykorzystuje: "Taylor się zgadza, a ja biorę. A biorę, bo mi się należy. W końcu swoje przeszłam" To nie na takiej zasadzie działa. Nic nam się nie należy za pstryknięciem palców. Na wszystko trzeba zapracować, o wszystko walczyć i umieć to oddać i się odwdzięczyć... Polecam.

Więcej na:
www.swiatmiedzystronami.blogspot.com
Ocena
Recenzja wg www.swiatmiedzystronami.blogspot.com / (Dodano 22.05.2017)
Anabell Spencer córka senatora, wiodąca spokojne życie, lecz szesnaste urodziny zmieniają je w koszmar przez Cartera Thomasa, handlarz bronią i narkotyków. W tym dniu miała spędzić miło wieczór i stać się kobietą, a widziała śmierć swojego ukochanego Jacka oraz została porwana. Znaleziona po kilku miesiącach i po wielu koszmarach wraca do swojego domu. Nie ma zaufania do ludzi i nie daje im się zbliżyć na krok, nawet najbliżej rodzinnie. Czy uda jej się pokonać strach? Czy odzyska zaufanie do ludzi? Czy odzyska swoją osobowość jaką miała przed dniem szesnastych urodzin? Czy grozi jej kolejne niebezpieczeństwo?


Ashton Taylor absolwent, który został agentem SWAT. Dostał misję specjalną, czyli opiekę nad córką kandydata na prezydenta, czyli Anabell. Miał udawać jej chłopaka, aby nikt nie wiedział, że Anna ma ochronę. Wszystko zaczyna się od wiadomość, że Carter Thomas może wyjść z więzienia. Przyszła "dziewczyna" nic o tym nie wie. Czy Ashton zdoła swojemu zadaniu? Czy uda mu się "oswoić" Anabell? Czy nie zrezygnuje po kilku dniach, jak każdy inny ochroniarz?

Gdy chwyciłyśmy i zaczęłyśmy oddawać się lekturze, nie mogłyśmy się powstrzymać od jej czytania. Historia wciąga od pierwszego rozdziału, ciekawa, z chwilami grozy. Na początku Anna stała się bardzo irytującą bohaterką i niezrozumiałą, ale z każdym kolejnym rozdziałem, gdy było widać jej zmianę bardzo przypadła nam do gustu, w szczególności, gdy małymi kroczkami zaczęła ufać swojemu "chłopakowi", ale czy te uczucia i ruchy były tyko udawane... O tym dowiecie się, gdy przeczytacie książkę :) My wyczekujemy jej kontynuacji i szczerze polecamy Wam pierwszą cześć, jest po prostu idealna na tą porę roku. Można wyjść na spacer z książką, do parku, na ławkę i czytać w spokoju :)
Ocena
Recenzja wg Zaczytane z Mazur / (Dodano 22.05.2017)
Masz może ochotę na bardzo mroczną bajkę, z bardzo mrocznymi bohaterami i do tego w bardzo mrocznej aranżacji?
To od razu możesz ją sobie wybić z głowy, bo dzisiaj czas na... cukierkową rozpustę! Będzie książę z bajki, księżniczka w opałach i strumienie lukru w czekoladzie. O tak! *w tym miejscu słychać złowieszczy śmiech*
Weź sobie coś do picia, bo w tej historii, literki mordoklejki nie znają litości. Konsumuj powoli, gdyż te bezwzględne, małe cukiereczki, czasem mają w sobie nadzienie o smaku tragedii...

Otóż zaczęło się całkiem niepozornie i na dodatek dość gorzko. Księżniczka, którą gra w tej bajce córka senatora, świętowała swoje szesnaste urodziny, w towarzystwie ukochanego pazia. Niestety, jak to się często zdarza, młode księżniczki bywają lekkomyślne i marzą o zabawach w klubie, zamiast o grzecznym podwieczorku w domowym zaciszu. I niestety, jak to równie często bywa, zakochany paź zrobi wszystko, by uszczęśliwić swoją wybrankę, nawet, gdy w grę wchodzą podrabiane dowody i balowanie po nocach...

Gdy wychodzi się poza mury zamku, trzeba liczyć się z tym, że dobry czar ma tu znacznie mniejszą moc, a z kolei źli ludzie, rosną w siłę.
Najgroźniejsi są psychopaci.
Jeśli nie wierzysz, zapytaj księżniczkę. Ona spotkała na swoje drodze złego pana, który najpierw kazał jej patrzeć, jak umiera paź, a potem zabrał ją do piekła i obrócił jej perfekcyjne życie w pył...

Czasem trzeba najpierw zasmakować goryczy, żeby potem życie było słodsze. Księżniczka wyrwała się z piekła, ale po powrocie do zamku, nie czuła się już jak księżniczka.
Właściwie w ogóle się nie czuła.
Tęskniła za paziem, a w głowie wciąż miała obraz tego, co zrobił jej zły pan. Jakby tego było mało, cienie przeszłości zaczęły wyciągać po nią swe mroczne łapska.
I wtedy właśnie ojciec senator, postanowił znaleźć jej księcia-stróża. Jak postanowił, tak też uczynił i wkrótce na progu zamku stanął ochroniarz, jak ze snu. Ideał!
No i cóż miała zrobić księżniczka? Chcąc nie chcąc, musiała przyznać, że dla takiego księcia, warto porzucić rolę męczennicy i zrzucić trochę cierpiętniczych szat.
Dosłownie.
I chociaż nie łatwo jest żyć w trójkącie miłosnym i konkurować z nieżyjącym paziem, to stróż-wybawiciel postanowił, że poskleja serce księżniczki, by móc z nią żyć długo i szczęśliwie! Choć nie zdawał sobie do końca sprawy, na co się porywa.
No i tak właśnie, słodki książę, samą swoją obecnością przyćmił gorycz i rozpętała czekoladowy huragan, przez który o mało co, nie nabawiłam się cukrzycy...

A teraz do rzeczy.
Moje pierwsze wrażenie: Kirsty Moseley pisze tak świetnie, jak Colleen Hoover.
Moje drugie wrażenie: nie chwal dnia przed zachodem, nie chwal autorki po dobrym początku.
Historia wciągnęła mnie od pierwszych stron, ale niestety, zanim dotarłam do ostatnich, trochę się poprztykałyśmy... Oskarżam głównych bohaterów o nadmierną idealność, zasłodzenie fabuły swoją przecukrzoną relacją i wywołanie na mojej twarzy głupawego uśmieszku, w trakcie czytania. Zarzucam autorce przesadną bajkowość, wprawianie mnie w stan rozmarzenia i napisanie zakończenia, które właściwie jest bezsmakowe i nijakie, bo ciąg dalszy nastąpi w drugiej części. I przed wszystkim żądam, żebyś to przeczytała i miała taki sam głupawy uśmieszek, jak ja!

Książka, mimo że lukrem pisana, kryje w sobie wartościowe nadzienie. Można jej wiele zarzucić, tak jak większości historii z tego gatunku, ale w mojej głowie zostawiła po sobie całkiem niezłe wrażenie. Typowo babskie czytadło, lekkie, słodkie i przyjemne. Podejrzewam już, jak to wszystko się dalej potoczy, ale i tak chcę sprawdzić, czy wpadłam na właściwy trop.
Myślę, że Ci się spodoba, więc jeśli nabierzesz ochoty na bajeczne romansidło, wiesz, gdzie szukać. W sumie, nie masz za wiele do stracenia, bo pamiętaj:
"Z czasem to, co złe, zblaknie i zostaną Ci tylko dobre wspomnienia."

http://ksiazkowezacisze.blogspot.co.uk/?m=1
Ocena
Recenzja wg Książkowe Zacisze / (Dodano 12.05.2017)
Anna Spencer spędza swoje szesnaste urodziny ze swoim chłopakiem w klubie. Wieczór, który miał być najlepszym w jej życiu, zmienia się w koszmar za sprawą spotkanego przypadkiem Cartera Thomasa. Ten jeden wieczór zmieni kolejne kilka lat życia Anny. Carter zostaje skazany na karę więzienia, a wpływowy ojciec dziewczyny robi wszystko, aby zapewnić córce bezpieczeństwo.

Zatrudnia agenta Ashtona Taylora, który ma za zadanie zająć się ochroną Anny. Ma on przez pewien czas udawać jej chłopaka, aby nie wzbudzać podejrzeń. Ashton stara się pomóc Annie pokonać dręczące ją wspomnienia, a po pewnym czasie jego obecność zaczyna sprawiać dziewczynie radość. Udawanie zakochanych wkrótce przestaje być grą.

Wkrótce ma się odbyć rozprawa apelacyjna, a Carter może wyjść na wolność. Bezpieczeństwo Anny niedługo może znów zostać zagrożone.

Aby jak najlepiej móc przedstawić Wam moje odczucia, powiem, że banalne historie miłosne nigdy mnie nie ruszały. Wszystkie powieści tego typu były dla mnie jak niezwykle nudna armia klonów - wszystkie takie same, niczym się od siebie nieróżniące. Od czasu do czasu zdarzał się wyjątek wyłamujący się ze schematu, jak choćby Hopeless Colleen Hoover lub seria After Anny Todd, które trafiały do mojego serca, ale generalnie zawsze stroniłam od romansów gatunku New Adult. Niestety, Nic do stracenia w bardzo dosadny sposób przypomniało mi, dlaczego ich unikałam.

Myślę, że moglibyście wykreować sobie pierwszy ogólny zarys tej książki, gdybym zdradziła Wam, ile czasu minęło od pierwszego spotkania głównych bohaterów do ich pierwszego pocałunku, a ile do momentu, w którym trafili do łóżka. Nie chcę oczywiście spojlerować, ale uwierzcie, że był to okres krótszy niż... na przykład czas trwania tegorocznych Warszawskich Targów Książki. W dodatku już pierwszego dnia znajomości możemy zobaczyć naszych głównych bohaterów w sytuacji zbliżenia, oczywiście bez żadnego konkretnego sprzeciwu z żadnej ze stron. W tym momencie nie wiedziałam, czy śmiać się, czy płakać, bo proporcja czasu znajomości Ashtona i Anny do intensywności rozwoju ich związku była po prostu… absurdalna.

Nie wiem, czy tylko ja dostaję szału na widok takiej głupoty? Jest to zaledwie szczyt góry idiotyzmu tej powieści. Nasz agent Ashton Taylor najwyraźniej nie wie, co należy do jego obowiązków, a co nie, i od samego początku nieustannie biega za Anną jak mały piesek za swoją ulubioną właścicielką. Zapewne gdyby mógł, nie pozwalałby nikomu oddychać w jej obecności, bojąc się, że dotrze do niej podmuch cieplejszego powietrza. Anna stała się jego oczkiem w głowie zanim pierwszy raz ją spotkał - już wtedy chciał "zapewniać ją, że wszystko będzie dobrze i wywoływać uśmiech na jej twarzy". Zdaje się, że chłopak obrał sobie na cel zostanie superbohaterem i próbował poskładać do kupy życie Anny, bawiąc się w psychologa, mentora i przyjaciela jednocześnie. Nie potrafię powiedzieć, jak bardzo denerwują mnie postacie takich męskich bohaterów, którzy sądzą, że samą swoją obecnością są zdolni zmienić świat. Oczywiście, gdyby ktokolwiek jeszcze się nie domyślił, Ashton jest też niewiarygodnie przystojny! Co to by było, gdyby bohaterowie tej książki nie byli chodzącymi ideałami!
Przechodząc do postaci Anny, wkraczamy na jeszcze wyższy poziom absurdu (przed przeczytaniem tej książki nie sądziłam, że jest to możliwe). Miałam tutaj wrażenie, że autorka chciała na siłę wykreować mroczną postać ze straszną przeszłością, postać, której będziemy współczuć i jej żałować. Jeszcze zanim sama Anna pojawia się w powieści, dowiadujemy się, że skutkiem pamiętnego tragicznego wieczora jej szesnastych urodzin było to, że stała się wredną jędzą, odpychającą wszystkich dookoła. Kiedy jednak Anna zjawia się w akcji książki, wcale nie zachowuje się tak, jak się o niej mówi - wręcz przeciwnie: chichocze bez przerwy jak głupiutka dziewczynka, a ludzi nie traktuje bynajmniej wrogo. Najbardziej frustrujące było dla mnie to, jak w trakcie powieści kilkukrotnie inni bohaterowie znów opisywali Annę, jako podłą dziewczynę bez serca, a ja zadawałam im wciąż pytanie: ,,Gdzie wy to widzicie?". Okropnie irytowało mnie to tworzenie z Anny kogoś głębokiego, kiedy sama w rzeczywistości była bardzo płytka.

Kolejną sprawą, która doprowadzała mnie do szału, było to, jak Ashton i Anna zwracali się bezpośrednio do siebie. Otóż w pewnym momencie książki zaczęłam liczyć, ile razy dziewczyna użyła w stosunku do Ashtona zwrotu "przystojniaku" i naliczyłam ponad 30 razy! Kto wie, czy nie używała tego słowa częściej niż jego prawdziwego imienia... Z drugiej strony Ashton nazywał ją "dziewczynką", całkiem jakby była małym dzieckiem, co wydawało mi się dziwaczne. Nie wiem, jakie słowo występuje w oryginale książki, może jest to sprawa niezbyt trafnego tłumaczenia. W każdym razie, w tej powieści jest tak wiele powtórzeń, że ciężko byłoby je zliczyć. I nawet pomijając te zwroty, których używali w stosunku do siebie bohaterowie, znalazłam pełno powtórzeń słów w każdym fragmencie tekstu.

Po przeczytaniu 50 stron myślałam, że nie dam rady. Miałam ochotę zwyczajnie odłożyć tą książkę w najdalszy kąt biblioteczki i nie musieć na nią dłużej patrzeć. Jak jednak widać, udało mi się dobrnąć do końca, ale nie było to bynajmniej spowodowane tym, że poziom lektury wzrósł, ale chyba podziałała tu tylko moja silna wola. W rzeczywistości moje czytanie wyglądało tak, że bez przerwy poirytowana wywracałam oczami i ze złością przewracałam kolejne strony. Po pewnym czasie byłam już w stanie bez problemu przewidzieć, co będzie działo się w kolejnym rozdziale - bohaterowie wstaną rano, poprawią sobie nawzajem komplementy, spędzą razem trochę czasu, po drodze zaliczając jakąś pseudo głęboką dramę, a wieczorem skończą w łóżku. Powtórzyć razy 20 i oto powstanie cała powieść. System działania umysłu Anny również był przewidywalny co najmniej tak bardzo, jak to, że jutro wstanie słońce: chcę go, nie chcę go, pragnę go, nie, to nie ma sensu, ale nie mogę bez niego żyć... Uwierzcie, po kilkudziesięciu stronach można było mieć tego po dziurki w nosie.

Do samego końca starałam się resztkami dobrej woli mieć nadzieję na dobre zakończenie, które sprawiłoby, że ta książka nie będzie aż tak fatalna, jak jest w rzeczywistości. I fakt, zakończenie nie okazało się złe - jego po prostu nie było. Zero punktu kulminacyjnego, zero jakiegokolwiek przyspieszenia akcji - NIC. Jedynym znakiem tego, że nadszedł koniec książki było to, że tekst się skończył. Nawet obiecywana w opisie z tyłu książki obecność Cartera okazałaby się choć minimalnym zaskoczeniem, ale przez całą książkę ślady jego istnienia są wręcz żadne.

Ta książka przedstawia tak niewiarygodnie niski poziom, że chyba ciężko byłoby powtórzyć tak przewidywalną, tak płytką i tak nic nieznaczącą powieść. W zasadzie można powiedzieć, że była ona o niczym, bo przez 90% książki w kółko powtarzają się te same zdarzenia. Po przeczytaniu ostatniego słowa mogłam w końcu odetchnąć z ulgą i obiecać sobie, że już nigdy nie sięgnę po powieść tego typu.

Tej książce mówimy zdecydowanie "nie". Nie wiem, jaka katastrofa musiałaby się zdarzyć, żebym jeszcze raz zdecydowała się przeczytać jakąkolwiek powieść Kirsty Moseley. Nie pamiętam, kiedy ostatnio czytałam coś, co irytowało mnie tak bardzo. Niestety nie mogę polecić Wam tej książki i szczerze radzę, abyście poświęcili swój czas na inne, znacznie lepsze lektury.

booksofsouls.blogspot.com
Ocena
Recenzja wg Dominika / (Dodano 08.05.2017)

Napisz własną recenzję

Oceniasz: Nic do stracenia. Początek

Jak oceniasz ten produkt? *

 
1 1 gwiazdka
2 2 gwiazdki
3 3 gwiazdki
4 4 gwiazdki
5 5 gwiazdek
Ocena
  • Limit znaków:

Dostawa

Koszty dostawy:

Zamówienie do 149 zł

DostawaPłatność onlinePłatność
przy odbiorze*
Punkt odbioru 0,00 zł -
Pocztex Kurier 48 4,99 zł 7,99 zł
Kurier 7,99 zł 10,99 zł
Paczkomaty Inpost 6,99 zł -

Zamówienie powyżej 149 zł

DostawaPłatność onlinePłatność
przy odbiorze*
Punkt odbioru 0,00 zł -
Pocztex Kurier 48 0,00 zł 5,99 zł
Kurier 0,00 zł 5,99 zł
Paczkomaty Inpost 0,00 zł -

*Płatność przy odbiorze dostępna tylko dla zarejestrowanych użytkowników.